O autorze
Nigdy nie paliłem się do pisania bloga. Uważałem, że jeszcze nie do końca odnajduję się w internetowej rzeczywistości. Jednak kiedy zacząłem coraz częściej korzystać z sieci, odkryłem, że jest masę kwestii, o które pytają mnie zwykli ludzie. Kiedy więc dostałem propozycję od portalu, który tworzą tacy dziennikarze jak Tomasz Lis i Tomasz Machała, nie mogłem odmówić. Jestem głęboko przekonany, że najważniejsze rzeczy, dotyczące światowych przemian w XXI wieku, będą się odbywać w internecie.

Wojna nie może być wymówką dla braku reform

Ostatnie spotkanie w Berlinie pokazało, iż Niemcy i Francja są gotowe skłaniać Ukrainę, by ta zaakceptowała postulaty Putina prowadzące do federalizacji państwa i utworzenia separatystycznego organizmu w Donbasie, byle tylko zakończyć tam walki zbrojne. Oznacza to zgodę na ograniczenie suwerenności i integralności dużego państwa w Europie aby powrócić do „business as usual” z Rosją. Szczęśliwie nie jest to stanowisko Unii Europejskiej. Ta wprowadzając sankcje domaga się pełnego wycofania się Kremla z Europy Wschodniej. Postawa ministrów Steinmeiera i Fabiusa uzmysławia jednak Kijowowi, iż poparcie Zachodu nie jest jednoznaczne. Rosji zależy bardziej na Ukrainie niż akceptacji Zachodu, Zachód zaś chce spokoju za wszelką cenę. Wizyta Angeli Merkel na Ukrainie podczas Święta Niepodległości będzie ładnym gestem i zapewne ociepli jej wizerunek. Ale dla wszystkich jest jasne, że to ukraińska armia musi uporać się jak najszybciej z konfliktem na wschodzie kraju. A władze ukraińskie realizacja postulatów Majdanu i pakietu reform, o którym na razie cisza. Tymczasem Edwarda Lukasa i niektórych polskich publicystów niepokoją ukraińskie „pakty z diabłem“ – pierwszy z oligarchami i drugi z oddziałami ochotników, „których poglądy polityczne są często wątpliwe, a niekiedy oburzające“. Co do pierwszego – pełna zgoda.

Ukraina niestety pozostała krajem oligarchów i nie widać politycznych perspektyw na zmianę tej sytuacji. Bardzo rozczarowująca dla Ukraińców była decyzja prezydenta Poroszenki, który, mimo przedwyborczych obietnic, pozostał właścicielem koncernu „Roshen“ i nie zrezygnował ze swojego „oligarchicznego“ statusu. Ukraińcy doceniając patriotyczne zasługi gubernatora Kołomojskiego, tłumiącego wszelkie przejawy „separatyzmu“ na Dniepropietrowszyźnie, patrzą z niepokojem na umacniające się udzielne księstwo pod jego władzą. Odebranie tej władzy będzie bardzo trudne.



Co do drugiego – głęboko nie zgadzam się z Edwardem Lucasem. Oddziały ochotnicze walczące na wschodzie powstały w sytuacji paraliżu armii ukraińskiej, gdy dysponowała ona zaledwie kilkoma tysiącami żołnierzy gotowych do odparcia rosyjskiej agresji. Obecnie, najczęściej jako Gwardia Narodowa, wchodzą w skład struktur MSW. „Dniepr“, „Azow“, „Kijów“, czy też powstający w Odessie etniczny batalion żydowski „Matilan“, mimo swego braku profesjonalizmu, są w stanie lepiej funkcjonować w warunkach wojny partyzanckiej niż regularna armia, skonstruowana według sowieckich wzorów i przewidywalna dla przeciwnika. Ochotnicy są w dużym stopniu emanacją Majdanu. Z niego rekrutowały i uzupełniały większość składów osobowych. Dziś walczą często ramię w ramię z byłymi berkutowcami. Poglądy ochotnicy mają zróżnicowane, na pewno wszyscy chcą zmian w kraju. Prawy Sektor nie dominuje w tych ugrupowaniach, a rosyjskie manipulacje doszukujące się nazistowskich znaków w symbolice batalionów zostały wielokrotnie wyjaśnione.

Na wyposażenie ochotnika składa się rodzina, a często całe wioski wyprawiają swoich na wojnę. Takich kobiet jak Tania Ryczkowa, która sprzedała piekarnię i podmiejską daczę, aby kupić sprzęt dla oddziału swojego męża, jest wiele. Na tyłach powstał cała infrastruktura pomocy armii i gwardii narodowej. Ukraińskie bizneswomen tworzą organizacje jak np. Help Army. Jak opowiadała mi w Charkowie jedna z założycielek tej organizacji: „Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek w życiu będę osobiście nadzorowała remont BTR i czołgów“. Niestety, straty wśród słabo przeszkolonych ochotników są bardzo wysokie. Ginie ukraińska inteligencja, jak mąż dziennikarki Tatjany Czornowoł, walczący w batalionie „Azow“.

Ukraińcy na oddziały ochotników patrzą z innymi emocjami niż uznany brytyjski dziennikarz. Wielokrotnie słyszałem na Ukrainie, że uzbrojeni ochotnicy są jedyną siłą, która może powstrzymywać władze od zastosowania tradycyjnego ukraińskiego scenariusza: uwłaszczenia i wyciśnięcia państwa jak cytryny. Smutne w tych głosach jest rozczarowanie działaniami rządu i oczekiwanie na wejście do polityki wewnętrznej powracających z frontu ochotników. Tymczasem wrócą oni zmasakrowani i wycieńczeni wojną. Wielu patriotów, bynajmniej nie powiązanych z Prawym Sektorem, ocenia przeciągające się działania bojowe na wschodzie jako zasłonę dymną dla utworzenia nowych politycznych układów i usprawiedliwienie dla braku reform. Doświadczony ukraiński wysoki oficer z którym ostatnio rozmawiałem, nie potrafi inaczej wyjaśnić powolnego tempa działań wojennych ATO, jak tylko zdradą w najwyższym dowództwie i chęcią wykrwawienia najbardziej aktywnej części narodu. Twierdzi, że po prawie 4 miesiącach działań po terrorystach nie powinno być już śladu. „Samowolka“ batalionów ochotniczych, o którą okresowo oskarżają je władze, wynika nie tylko z dobrowolnego charakteru tych jednostek. Doświadczenie pokazało, że informowanie kierownictwa ATO o zamierzeniach prowadzi oddziały prosto w zasadzki terrorystów. Dowódca batalionu Azow powiedział jednoznacznie, że aby uniknąć zdrady, akcje z oddziałami wojskowymi koordynują na jak najniższym operacyjnym poziomie dowodzenia.

Zrównywanie żołnierzy batalionów ochotniczych z radykalnymi ugrupowaniami jest na pewno na rękę rosyjskiej propagandzie oraz samemu Prawemu Sektorowi, który chce przedstawiać się jako główna siła prowadząca naród do walki w Donbasie oraz ... z obecnymi władzami ukraińskimi. Rząd nie wykorzystał potencjału tkwiącego w Majdanie jako ruchu obywatelskim i teraz dopatruje się nim awanturników. Tymczasem to władze w Kijowie, poprzez swój bezwład są jedyną siłą, która może wepchnąć w ramiona radykalizmu ochotników powracających z wojny. W społeczeństwie ukraińskim, co pokazały wyniki wyborów, potencjału dla ekstremizmu nie ma. Tymczasem wielu z patriotów wywodzących się z batalionów ochotniczych może stanowić zrąb nowych, nieskorumpowanych resortów siłowych. Ale to wymagałoby rozpoczęcia zdecydowanych reform i walki z korupcją. Na to się jednak nie zapowiada, o czym świadczy ostatnia rezygnacja z urzędu szefa planowanego Biura Antykorupcyjnego Tatjany Czernowoł. Skandalem jest brak przyjęcia ustawy o lustracji ekonomicznej i podatkowej. W czarnym scenariuszu odebranie podmiotowości patriotycznym i reformatorskim siłom Majdanu poprzez polaryzację sceny politycznej na linii rząd - Prawy Sektor, byłoby taką samą sztuczką jak wcześniej próba wyeliminowania Batkiwszczyny przez polaryzację sceny politycznej za pomocą eskalacji konfliktu Partii Regionów ze Swobodą. Ale oprócz tego negatywnego scenariusza jest wciąż aktualnych kilka pozytywnych. Jedno jest pewne, prowadzenie wojny nie może być dłużej zasłoną dymną dla braku reform. I co do tego, w zróżnicowanych światopoglądowo batalionach ochotniczych panuje pełna zgoda.
Trwa ładowanie komentarzy...